wtorek, 25 grudnia 2012

Kartka 8

 Nie pojechałem do domu na święta, dlatego że jestem ateistą. Z resztą po tym, jak zerwaliśmy z Sarą nie miałem ochoty widzieć się z kimkolwiek; po takich wydarzeniach zawsze zaczynały się plotki i spekulacje. Leżałem w sypialni, oglądając po raz setny Kevina samego w domu (ambitnie..), kiedy usłyszałem, jak ktoś przekręca klucze w zamku i otwiera drzwi. Po posadzce zastukały obcasy, a mi serce zabiło mocniej. Wystrzeliłem z łóżka i stanąłem w progu.
 - O, Sara - wymknęło mi się.
 - Cześć Mat. Dlaczego nie jesteś w domu? - Zapytała, wieszając czarny płaszcz. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie.
 - Nie pojechałem. Nie chciałem - wytłumaczyłem się - Ale co Ty tutaj robisz?
 - Okazało się, że jutro muszę coś zaliczyć, a nie mogłam przełożyć terminu. Smutek mnie zjada, że nie mogę być w domu, ale bywa. - Odpowiedziała i zaczęła czegoś szukać w ogromnej torbie. - Mam coś dla Ciebie.
 Spojrzałem na nią zdziwiony. Czasem mi się wydawało, że nadal ze sobą jesteśmy i nic między nami się nie zmieniło. Z jednej strony więc cieszyłem się, że nie zaczęła traktować mnie, jako swojego wroga.
 - Wiem, że słaby prezent, ale strasznie mi się podobał. A wiem, że takie lubisz - powiedziała, podając mi czarno-czerwony sweter, dziergany grubą wełną.
 - Znasz mnie, jak nikt inny. - Odparłem i od razu go na siebie włożyłem. Był bardzo wygodny i nie "gryzł". - I przepraszam, nie wiedziałem, że sprawisz mi prezent. Nie mam nic dla Ciebie.
 Poczułem się bardzo głupio. Jakbym znowu ją zawiódł.
 - Podoba Ci się? - Zapytała, zerkając na mnie, gdy przeglądałem się w lustrze.
 Skinąłem głową i uśmiechnąłem się.
 - Powinieneś mi powiedzieć, że nie jedziesz do domu na święta - powiedziała, zmierzając do kuchni z materiałową siatką, w której najprawdopodobniej miała zapas jedzenia.
 - Po co?
 - Nie wiem. Wzięłabym Cię ze sobą do domu albo została. Głupio tak samemu, nie?
 Powędrowałem za nią, dalej w swetrze, który stał się od razu moim ulubionym. Zbliżyłem się i pomogłem wyciągać jej pudełka ze świątecznymi potrawami.
 - Przecież nie jesteśmy razem - odparłem, przyglądając się jej dłoniom, które zaczęły się trząść.
 - No i? Mogłabym Cię wziąć jako "homeless" albo coś - zaśmiała się cicho - Usiadłbyś przy pustym talerzu.
 - Co z Tobą? - Zapytałem, zmieniając temat. Nie mogłem oderwać od niej wzorku.
 Sara spojrzała na mnie, nie wiedząc o czym mówię. Uniosła brwi i podała mi pierogi, wskazując jednocześnie na patelnię - chciała, żebym je podsmażył.
 - No z Twoimi dłońmi - dodałem i wymownie na nie spojrzałem.
 - A t-to - zająknęła się - To nic takiego. Pewnie przez stres.
 Tym razem to ja się zdziwiłem, ale nie zapytałem o nic więcej. Wiedziałem, że i tak by mi nie powiedziała.
 Spędziliśmy ten wieczór razem, a ja czułem się, jakbyśmy znowu byli parą, chociaż Sara stanowczo i definitywnie temu zaprzeczyła. Byłem rozdarty. Z jednej strony radosny, bo mieliśmy dla siebie trochę czasu, z drugiej smutny, bo i tak nie byliśmy razem.
 Powagę i prawdziwość sytuacji uświadomiłem sobie wtedy, gdy zamiast spać razem ze mną poszła do pokoju Jakuba, którego nie było teraz na kilka dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz