czwartek, 27 grudnia 2012

Kartka 10

 Kiedy rano się przebudziłem od razu uderzyło mnie to, że w nocy kochałem się z Sarą. Zmartwiłem się, bo nie byliśmy razem i często była dla mnie bardzo cięta. Usiadłem, podpierając się łokciami na kolanach. Spojrzałem na jej półnagie ciało i...
 Nie wiedziałem co.
 Od razu wyczuła, że coś jest nie tak, bo po chwili się do mnie odwróciła, lekko zaspana.
 Mruknęła.
 - Przepraszam.
 Sara gwałtownie się podniosła i popatrzyła na mnie. Moment później usiadła za mną i chłodnymi dłońmi dotknęła mojego torsu.
 - Nie przepraszaj mnie - odpowiedziała i pocałowała mnie w szyję - Możesz wrócić.
 Uśmiechnąłem się pod nosem.
 Jednak nie straciłem wszystkiego.

środa, 26 grudnia 2012

Kartka 9

 Sara przyszła do mnie koło czwartej nad ranem, nie potrafiąc zasnąć. Sam nie mogłem zmrużyć oka, więc lekko się uśmiechnąłem.
 - Mat? - Zapytała po cichu, w ciemności dostrzegłem zarys jej sylwetki.
 Mruknąłem pod nosem.
 Zmierzając w moją stronę uderzyła się o wystającą ze ściany półkę i zaklęła pod nosem. Chciałem się zaśmiać, ale jakiś trybik w mojej głowie mnie przed tym zatrzymał.
 - Mat... To dziwne. Możesz mnie uznać za szaloną. Mat... Kochajmy się.
 Zachłysnąłem się własną śliną słysząc jej słowa. A kiedy tylko ten obraz przemknął mi przez wyobraźnie od razu stwardniałem.
 - Proszę? - Spytałem niedowierzającym głosem.
 - To ja proszę Ciebie. Chcę się z Tobą kochać.
 - Ale przecież... Powiedziałaś, że to definitywny koniec. Jak możemy się kochać?
 - Bo chcę. Chce mi się Ciebie.
 Zastanawiałem się, czy to jakiś podstęp, czy chce może sprawdzić, w jak szybkim czasie trafiłem do łóżka z Viviene. Jednak Sarze chyba nie o to chodziło. Uklęknęła na moich udach, delikatnie się ocierając.
 - Nie chcę, abyś robiła coś, czego później będziesz żałować - podparłem się na łokciach i wytężyłem wzrok. Sara miała na sobie tylko lekką koszulkę na ramiączkach.
 - Nie będę - pochyliła się do przodu i zaczęła ssać moje usta.
 Spróbowałem dosięgnąć jej pośladków - lekko pogładziłem jej nagą pupę. Czułem, że mógłbym dojść nawet bez ściągania bokserek.
 Jej skóra była chłodna, więc kiedy całkiem zetknęliśmy się ciałami włosy stanęły mi dęba. I nie tylko one. Sara nie lubiła gry wstępnej, jeszcze trochę pogładziła mnie po klatce, po czym lekko podniosła się na kolanach, wyciągnęła mojego penisa z bokserek i wepchnęła go w siebie - z początku było trochę opornie, ale kiedy już się rozluźniła wydała z siebie przyjemne mruknięcie. Poruszała się powoli - pasowało nam to obojgu.
 - Usiądź - powiedziała władczym tonem.
 Zrobiłem to, o co mnie poprosiła. Dłońmi masowałem jej plecy, czasem ciągnąłem ją za włosy. Sara wysunęła dolną szczękę do przodu, tak jak to miała w zwyczaju, kiedy była podniecona.
 Nie potrzebowałem wiele czasu i po niespełna kilku minutach zalałem ją od środka. Zawsze dochodziłem szybciej niż ona.
 - Kocham Cię - szepnęła, między szybkimi oddechami i lekko mnie pocałowała. Po chwili znowu mruknęła - finiszowała.

wtorek, 25 grudnia 2012

Kartka 8

 Nie pojechałem do domu na święta, dlatego że jestem ateistą. Z resztą po tym, jak zerwaliśmy z Sarą nie miałem ochoty widzieć się z kimkolwiek; po takich wydarzeniach zawsze zaczynały się plotki i spekulacje. Leżałem w sypialni, oglądając po raz setny Kevina samego w domu (ambitnie..), kiedy usłyszałem, jak ktoś przekręca klucze w zamku i otwiera drzwi. Po posadzce zastukały obcasy, a mi serce zabiło mocniej. Wystrzeliłem z łóżka i stanąłem w progu.
 - O, Sara - wymknęło mi się.
 - Cześć Mat. Dlaczego nie jesteś w domu? - Zapytała, wieszając czarny płaszcz. Uśmiechnęła się do mnie delikatnie.
 - Nie pojechałem. Nie chciałem - wytłumaczyłem się - Ale co Ty tutaj robisz?
 - Okazało się, że jutro muszę coś zaliczyć, a nie mogłam przełożyć terminu. Smutek mnie zjada, że nie mogę być w domu, ale bywa. - Odpowiedziała i zaczęła czegoś szukać w ogromnej torbie. - Mam coś dla Ciebie.
 Spojrzałem na nią zdziwiony. Czasem mi się wydawało, że nadal ze sobą jesteśmy i nic między nami się nie zmieniło. Z jednej strony więc cieszyłem się, że nie zaczęła traktować mnie, jako swojego wroga.
 - Wiem, że słaby prezent, ale strasznie mi się podobał. A wiem, że takie lubisz - powiedziała, podając mi czarno-czerwony sweter, dziergany grubą wełną.
 - Znasz mnie, jak nikt inny. - Odparłem i od razu go na siebie włożyłem. Był bardzo wygodny i nie "gryzł". - I przepraszam, nie wiedziałem, że sprawisz mi prezent. Nie mam nic dla Ciebie.
 Poczułem się bardzo głupio. Jakbym znowu ją zawiódł.
 - Podoba Ci się? - Zapytała, zerkając na mnie, gdy przeglądałem się w lustrze.
 Skinąłem głową i uśmiechnąłem się.
 - Powinieneś mi powiedzieć, że nie jedziesz do domu na święta - powiedziała, zmierzając do kuchni z materiałową siatką, w której najprawdopodobniej miała zapas jedzenia.
 - Po co?
 - Nie wiem. Wzięłabym Cię ze sobą do domu albo została. Głupio tak samemu, nie?
 Powędrowałem za nią, dalej w swetrze, który stał się od razu moim ulubionym. Zbliżyłem się i pomogłem wyciągać jej pudełka ze świątecznymi potrawami.
 - Przecież nie jesteśmy razem - odparłem, przyglądając się jej dłoniom, które zaczęły się trząść.
 - No i? Mogłabym Cię wziąć jako "homeless" albo coś - zaśmiała się cicho - Usiadłbyś przy pustym talerzu.
 - Co z Tobą? - Zapytałem, zmieniając temat. Nie mogłem oderwać od niej wzorku.
 Sara spojrzała na mnie, nie wiedząc o czym mówię. Uniosła brwi i podała mi pierogi, wskazując jednocześnie na patelnię - chciała, żebym je podsmażył.
 - No z Twoimi dłońmi - dodałem i wymownie na nie spojrzałem.
 - A t-to - zająknęła się - To nic takiego. Pewnie przez stres.
 Tym razem to ja się zdziwiłem, ale nie zapytałem o nic więcej. Wiedziałem, że i tak by mi nie powiedziała.
 Spędziliśmy ten wieczór razem, a ja czułem się, jakbyśmy znowu byli parą, chociaż Sara stanowczo i definitywnie temu zaprzeczyła. Byłem rozdarty. Z jednej strony radosny, bo mieliśmy dla siebie trochę czasu, z drugiej smutny, bo i tak nie byliśmy razem.
 Powagę i prawdziwość sytuacji uświadomiłem sobie wtedy, gdy zamiast spać razem ze mną poszła do pokoju Jakuba, którego nie było teraz na kilka dni.

czwartek, 13 grudnia 2012

środa, 12 grudnia 2012

Kartka 6

 22 urodziny. Po wykładach nie poszedłem od razu do domu. Wyskoczyłem ze znajomymi na miasto. Sara oczywiście się zgodziła, ba, nawet sama mi to proponowała. Była tam taka jedna - Monika, która ciągle mi się przyglądała. Nie wiedziałem wtedy, co robić, bo jakoś tak głupio się czułem. Chociaż w sumie miałem teraz trochę z góry na niektóre kobiety.
 Już po przekroczeniu progu mieszkania poczułem słodki zapach. Kiedy zawędrowałem do kuchni zobaczyłem Sarę, posypującą ciasto cukrem pudrem. Strasznie trzęsła się jej ręką, jakby była bardzo zestresowana moją obecnością. Słodki zapach wydzielały jabłka połączone z marchewką. Mój ulubiony drożdżowiec.
 Z początku, gdy Sara mnie zobaczyła, uśmiechnęła się od ucha do ucha, jednak po chwili na jej twarz wystąpił grymas niezadowolenia. Wykrzywiła usta, jakby właśnie zjadła cytrynę. Staliśmy przez długi moment w ciszy.
 - Obiecałeś mi... - Powiedziała ledwo dosłyszalnie, przełykając łzy. - Dlaczego...?
 - O czym mówisz? - Zapytałem najbardziej niewinnym głosem, na jaki mogłem się zdobyć.
 - Przecież widzę, że paliłeś to gówno! - Wrzasnęła. Uderzyła pięścią w blat, w przypływie agresji i gorzko załkała. - Co mi wtedy powiedziałeś!?
 - Ale Saro... Dziś są moje urodziny...
 - I to jest powód, aby łamać obowiązującą zasadę? Wiedziałeś, że nie chcę abyś palił! Że tego nie toleruję! Po co się ze mną związywałeś?
 - Ja... Przepraszam... I nie płacz, błagam... - Odpowiedziałem i wyciągnąłem do niej rękę, chcąc jej dotknąć. Sara jednak ją odepchnęła.
 - Przestań! Jesteś kretynem, Mat! Przecież ja cię kocham, idioto! Nie zauważasz tego, ty zasrany dupku? - Krzyknęła, przedzierając się poprzez moje rozpostarte ramiona, jednocześnie ocierając łzy z policzków. - Zostaw mnie.
 - Poczekaj... No proszę... Sara...
 - Wszystkiego najlepszego Mat! Świetnie obchodzisz urodziny - dodała zanim zatrzasnęła za sobą drzwi z sypialni - Możesz spać na podłodze albo kanapie, ale chyba w stanie, w jakim jesteś nie ma różnicy!
 Pukałem, chcąc, aby mnie wpuściła, ale nic ją nie obchodziło. Usłyszałem tylko:
 - Pocałuj się w tą swoją zasraną dupę!

niedziela, 28 października 2012

Kartka 5

 W końcu ją zatrzymałem. Trochę się szarpała i mocno mnie podrapała, ale pogadanie z nią było rzeczą konieczną.
 - Saro, proszę! Powiedz mi coś, cokolwiek! - Trzymałem ją mocno za ramiona. I to pewnie z taką siłą, że jutro pojawią się jej sine ślady.
 - Co mam Ci powiedzieć kurwa? Zdradziłeś mnie.
 - Wiem, ale to nie moja wina...
 Spojrzała na mnie ze wściekłością w oczach:
 - Nie? To mi stanął kutas na widok tej jebanej szmaty? To ja go wsadziłam do jej, zapewne, ogromnej pizdy? - Wrzasnęła i wbiła mi paznokcie w skórę, chcąc abym ją puścił.
 - Sara... Jesteś okropnie zazdrosna...
 - Jebany kretyn z Ciebie. Ty nie byłbyś zazdrosny, gdybym ja się puściła z jakimś pierdolonym gorylem?
 - Szlag by to kurwa! Nie wiem, co mi wtedy odbiło, ale nie chcę znać tej kobiety... Zrozum mnie, to było jakaś ogromna pomyłka. Sam nie do końca tego chciałem.
 Nie odpowiedziała już nic, po prostu stała cicho i pozwalała, abym ją przytulał.
 Doskonale wiedziałem, że mi wybaczy. Doskonale ją znałem. I doskonale potrafiłem przewidzieć to, jaki będzie jej następny krok.
 Nie odważyłem się jednak jej pocałować. Wtedy na pewno bym oberwał.

sobota, 13 października 2012

Kartka 4

 Czułem się zobowiązany dopisać tutaj jeszcze to, co zdarzyło się później.
 Gdy tylko drzwi za Viviene się zamknęły, szybkim krokiem dopadłem do drzwi z łazienki. Zapukałem, jednak Sara nie odpowiedziała. Spojrzałem na Jakuba, a on kazał mi się do niej dobijać. Sam nie wiedział, co ze sobą zrobić, dlatego w pośpiechu ubrał buty i wyszedł. Często uciekał od trudnych sytuacji.
 Stukałem i pukałem chyba z dwie godziny, ale bez efektu. Słyszałem tylko szloch, pojękiwania i odgłosy towarzyszące wymiotowaniu. Nigdy nie doprowadziłem Sary do takiego stanu. Usiadłem obok drzwi, opierając się plecami o ścianę. Nie byłem zdenerwowany, ani poirytowany. Byłem wkurwiony.
 Mijały godziny. Obydwoje milczeliśmy.
 Była 23, kiedy w końcu zwolniła blokadę drzwi. Gdy tylko wyszła chwyciłem ją za ramiona i przytuliłem do siebie. Sam się popłakałem, widząc, jak wygląda i odczytując jej uczucia.
 - Chcę porozmawiać - zacząłem łamiącym się głosem.
 Sara nic nie odpowiedziała.
 - Po pierwsze, muszę przyznać, że Viviene miała rację. Uprawiałem z nią seks. Ale byłem tak wstawiony, że po południu byłem jeszcze pijany z poprzedniego dnia. Po drugie, przepraszam, że nie od razu powiedziałem ci o zdradzie. Ale okropnie się bałem twojej reakcji. Że będzie bardzo źle... Chociaż teraz i tak było najgorzej. No i po trzecie, wybacz, że doprowadziłem cię do takiego stanu. Wiem, że jestem kretynem, głupim facetem, który myśli penisem. Ale nie poszedłem z nią do łóżka tylko z powodu tego, że ma świetne kształty..
 - Pogrążasz się - wydukała tylko i zostawiła mnie zaszokowanego, z otwartą buzią. No i w sumie miała rację.
 Nie odzywała się już w ogóle. Ani tego dnia, ani następnego, ani tydzień i dwa później.

piątek, 12 października 2012

Kartka 3

 Jakub chyba nic nie powiedział Sarze. Bo zachowywała się tak, jak dawniej... Chyba, że udawała, że wszystko jest w porządku, co często robiła. Minęły dwa tygodnie odkąd po raz pierwszy ją zdradziłem. I nadal czułem ogromne wyrzuty sumienia. Ale cholernie bałem się z nią porozmawiać. Czytałem właśnie jedną z książek Piekary, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Sara, będąca najbliżej ich, ruszyła by je otworzyć. - Cześć, jestem Viviene - usłyszałem, niski damski głos - Jest Mateusz? - Sara potaknęła. - Mogę wejść?
 - Pewnie - zobaczyłem, jak moja kobieta ruchem ręki zaprasza tą drugą do mieszkania.
 Jakub zaszokowany, oderwał się od ulubionego serialu i wyprostował się, jakby mu ktoś kij w plecy włożył. Kiedy Viviene na mnie spojrzała, zacząłem kręcić głową, dając jej do wiadomości, że ma się natychmiast wynieść. Lecz ona - niczym nie speszona, podeszła bliżej, nie ściągając nawet butów na wysokim obcasie, złapała mnie za rękę i wcisnęła swój język w moje usta.
 Sara uniosła brwi w zadumaniu, ale nic nie powiedziała. Spojrzała tylko na mnie z wyrzutem.
 - Idziemy do sypialni - zarządziła Viviene - Mam na ciebie okropną ochotę, Mateuszku.
 Dałem się jej poprowadzić, ale nie dlatego, że chciałem uprawiać z nią seks, ale wyłącznie po to, żeby jej wytłumaczyć. Żeby powiedzieć jej, że chyba upadła na głowę i potłukła mózg, o ile go miała.
 Potem doszedł mnie tylko dźwięk szlochu Sary i słów Jakuba, którymi próbował ją uspokoić. W pewnym momencie zrobiło się cicho - musieli zamknąć się w łazience.
 Viviene rzuciła się od razu na mnie, chcąc stargać ze mnie koszulkę. Odepchnąłem ją delikatnie, wciąż traktując ją z szacunkiem - w końcu była kobietą. Wstałem z łóżka i spojrzałem na nią. Jej oczy zaszły łzami.
 - Vivi - zacząłem, używając zdrobnienia jej imienia, chciałem być mimo wszystko łagodny - Nie możemy się spotykać. Nie chcę się z tobą kochać. Nie mogę. Mam już kogoś.
 Młoda kobieta zerknęła na mnie z nienawiścią w oczach. Jej łzy ulotniły się w przeciągu sekundy. Pragnęła szeroko pojętej zemsty.
 Wymaszerowała z pokoju, kręcąc swoim grubym tyłkiem. Zapukała do drzwi łazienki.
 - Twój facet to skurwysyn! Chociaż nie wiem, czy "twój" to aby odpowiednie określenie! Bo wiesz kogo ostatnio przeleciał? Mnie! Z resztą, wcale się nie dziwię! - Krzyczała ze wściekłością. Próbowałem ją odciągnąć i wyprowadzić, ale nie dała się. - Spójrz na siebie! Albo nie! Spójrz na mnie! To ja tu jestem seksowna! To mnie wyruchał twój Mateuszek!
 Pomoc znalazłem w Jakubie, który zdołał wyślizgnąć się z łazienki. Złapał Viviene za nadgarstki i razem ze mną poprowadził do drzwi. Dalej krzyczała, ale chyba już nikt nie zwracał na nią uwagi. Jakby tego wszystkiego było jeszcze mało, pocałowała mnie przed samym wyjściem. Na całe szczęście zdołałem wyrwać się z jej drapieżnego uścisku.

sobota, 29 września 2012

Kartka 2

 W Inowrocławiu poznałem wiele interesujących kobiet. W sumie nie szukałem żadnej, ponieważ związałem się z Sarą. Mówiłem przy przedstawianiu się na spotkaniu ogólnym, że po studiach chcę się jej oświadczyć, ale niektórym to najwidoczniej nie przeszkadzało ani trochę. Zainteresowała się mną pewna kobieta, młodsza dokładnie o siedem miesięcy. Początkowo byłem bardzo oporny bo nigdy nie pożądałem innej kobiety niż Sary, odkąd tylko ją poznałem.
 Jeszcze tego wieczoru podeszła do mnie ta sama blondynka, o pełnym biuście i kształtnych biodrach. Trzymała dwa drinki w ręku. Spoglądała na mnie filuternie, jednocześnie przygryzając dolną wargę.
 - Pamiętasz mnie? - Zapytała niską barwą głosu. - Nazywam się Viviene. Pozwolisz poczęstować się drinkiem?
 Skinąłem głową, jeden kieliszek z nowo poznaną znajomą to nie grzech. Tak myślałem. I pomimo mojej mocnej głowy w końcu zacząłem czuć się pijany. I to ostro pijany.
 Długo tańczyliśmy. A ona często ocierała się o moje przyrodzenie. Jakby czegoś chciała. Ujmowała moje dłonie i kładła je na swoich biodrach, przez co przyciągała mnie do siebie. Przyznam szczerze, nie byłem bez grzechu. Bardzo często spoglądałem na jej ogromne piersi, bo ich widok sprawiał mi przyjemność. Wiedziałem, że Jakub nas obserwował, ale w pewnym momencie przestałem zwracać na niego uwagę albo to on sam gdzieś poszedł.
 Kiedy po kilku godzinach pląsania na parkiecie, pocałowała mnie i zapytała, czy możemy iść do jej pokoju, zgodziłem się. Nie powiem, że nie byłem świadomy tego, co robię. Bo wtedy bym skłamał; po prostu niesamowicie mnie podnieciła.
 Gdy tylko znaleźliśmy się w środku przeszła do rzeczy. Nie czekała na nic; wiedziała, czego ja chcę i czego chce ona sama. Popchnęła mnie na łóżko, przejmując inicjatywę. Od razu rozpięła rozporek moich dżinsów i zajrzała pod bokserki. Zrobiła ucieszoną minę, pomieszaną z lekkim zdziwieniem i wsadziła rękę do środka. Stwardniał pod wpływem jej dotyku. Nie czekała na nic, chwilę się nim pobawiła, po czym wzięła go w swoje usta wymalowane czerwoną szminką.
 Nie wiem, ile trwały te rozkoszne chwile, straciłem poczucie czasu. A świat zawirował mi przed oczami, kiedy sama na mnie wskoczyła, dosiadła i zaczęła ujeżdżać. Nie przestawała dopóki nie doszedłem, a nie wiedzieć czemu - zajęło mi to dość długo.
 Jęczała i krzyczała, z czym spotkałem się po raz pierwszy. Sara była moją pierwszą partnerką, ale nigdy tego nie robiła. W ogóle nie lubiła uprawiać seksu, bo chciała być czysta przed ślubem.. Dlatego odgłosy Viviene wzniecały moje pożądanie jeszcze bardziej.
 Potem już w ogóle straciłem poczucie bytu, nie pamiętałem, czy zmienialiśmy pozycje czy robiliśmy jeszcze cokolwiek innego. Nawet nie wiedziałem, kiedy wróciłem do swojego pokoju.
 Kiedy Jakub mnie obudził wciąż byłem pijany. Od razu wskazał na koszulę ubrudzoną w szmince i sine malinki na całej klatce piersiowej. Nie miałem pojęcia, co mu powiedzieć, więc po prostu poszedłem pod prysznic z pytaniem "jak impreza?", na które nie otrzymałem odpowiedzi.
 Rozbierając się coś wyleciało na kremowe kafelki. Mały skrawek papieru, na którym napisana była wiadomość:
"Zawsze jestem głodna, skontaktuj się kiedy chcesz. Było mi cudownie. Vivi xx".
 Nagle uświadomiłem sobie dwie rzeczy. Że ta kobieta była prawie-że-dziwką i że zdradziłem Sarę.

czwartek, 20 września 2012

Kartka 1

 - Ten wyjazd integracyjny z uczelni, o którym ci mówiłem... Pamiętasz? - Zapytałem Sary, pilnując, aby nie przypalić szpinaku. Sara przytaknęła z równoczesnym skinięciem głową. - Jest za tydzień, w Inowrocławiu, wiesz gdzie to, prawda? Pewnie, że tak. Chciałbym wziąć ze sobą Jakuba, bo pomimo tego, że wynajmujemy razem mieszkanie, czuję, że nasza przyjaźń gaśnie.
 Sara zerknęła na mnie kątem oka i wskazała palcem na patelnie:
 - Jak się spali to będzie niedobry - oświadczyła.
 - Nieważne. Co sądzisz o tym, abym tam pojechał?
 Podeszła do mnie i chwyciła za rękę, delikatnie wbijając mi w skórę pomalowane na niebiesko paznokcie.
 - Już o tym rozmawialiśmy - zaczęła - Nie bronię ci nigdzie wychodzić i wyjeżdżać, możesz się spotykać z kim chcesz; poza jedną sprawą - nie ćpasz.
 - No i co? Akceptujesz to? Tak po prostu się zgadzasz? Żadnych "ale"? - Dopytywałem, patrząc na nią z lekkim niedowierzaniem.
 Znałem ją długi czas, ale wciąż nie mogłem się przyzwyczaić, że była taka ugodowa. W ogóle przez to czasem miałem wrażenie, że jej na mnie nie zależy... Ale na pewno zależało - musiało.